Jeszcze kilka lat temu hulajnogi elektryczne były traktowane bardziej jako technologiczna ciekawostka niż pełnoprawny środek transportu. Kojarzyły się głównie z turystami przemieszczającymi się po centrach dużych miast albo z krótką modą, która — jak wiele podobnych trendów — miała szybko przeminąć. Stało się jednak dokładnie odwrotnie. Dziś hulajnogi elektryczne są stałym elementem miejskiego krajobrazu, a w niektórych aglomeracjach liczba użytkowników wzrosła w ciągu kilku lat kilkukrotnie. Zmienił się również sposób, w jaki ludzie zaczęli je postrzegać. Coraz częściej nie są już dodatkiem do komunikacji miejskiej, ale jej realną alternatywą.
Zmiana ta przyniosła jednak coś więcej niż wygodę i skrócenie czasu dojazdów. Wraz z rosnącą liczbą hulajnóg na ulicach zaczęły pojawiać się problemy, o których wcześniej praktycznie się nie mówiło. Kolizje z samochodami, potrącenia pieszych, uszkodzenia zaparkowanych aut czy kosztowne wypadki stały się codziennością nie tylko dla użytkowników, ale również dla firm ubezpieczeniowych i samorządów próbujących nadążyć za dynamicznie rozwijającym się zjawiskiem.
Hulajnoga elektryczna przestała być zabawką
Jeszcze niedawno przeciętna hulajnoga elektryczna osiągała prędkość kilkunastu kilometrów na godzinę i służyła głównie do krótkich przejazdów. Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Mocniejsze modele potrafią rozpędzać się nawet do 50–60 km/h, a ich cena coraz częściej przekracza koszt używanego samochodu miejskiego. W praktyce oznacza to, że użytkownik hulajnogi uczestniczy w ruchu drogowym niemal na równych zasadach z rowerzystami czy kierowcami skuterów, choć wielu nadal traktuje taki sprzęt jak zwykły gadżet elektroniczny.
To właśnie tutaj zaczyna się największy problem. Psychologowie zajmujący się bezpieczeństwem ruchu drogowego od dawna zwracają uwagę, że człowiek znacznie bardziej lekceważy zagrożenia związane z nowymi technologiami niż te, które są obecne od lat. Kierowca samochodu zazwyczaj ma świadomość ryzyka, jakie wiąże się z jazdą autem. Użytkownik hulajnogi często nie odczuwa podobnej odpowiedzialności, mimo że porusza się pojazdem zdolnym wyrządzić realne szkody.
Wystarczy chwila nieuwagi na ścieżce rowerowej, gwałtowne hamowanie albo zbyt szybki manewr między pieszymi, by konsekwencje finansowe okazały się bardzo poważne. Co ciekawe, wiele osób dowiaduje się o tym dopiero po pierwszej kolizji.
Wypadki z udziałem hulajnóg rosną szybciej niż liczba użytkowników
Dane dotyczące wypadków z udziałem hulajnóg elektrycznych pokazują zjawisko, którego jeszcze kilka lat temu praktycznie nie analizowano. W największych europejskich miastach liczba zdarzeń drogowych z udziałem użytkowników hulajnóg rośnie z roku na rok szybciej niż sama popularność tego środka transportu. Wynika to między innymi z faktu, że infrastruktura miejska nie była projektowana z myślą o tak dynamicznym rozwoju mikromobilności.
W praktyce hulajnogi funkcjonują dziś pomiędzy trzema światami. Z jednej strony poruszają się po drogach rowerowych, z drugiej często trafiają na chodniki, a w niektórych sytuacjach użytkownicy korzystają również z jezdni. To powoduje chaos komunikacyjny, który przekłada się na rosnącą liczbę szkód i sporów dotyczących odpowiedzialności.
Szczególnie interesujące jest to, że większość kolizji nie dotyczy poważnych wypadków drogowych, lecz pozornie drobnych zdarzeń. Zarysowany samochód, uszkodzone lusterko, potrącony pieszy czy upadek na mokrej nawierzchni mogą generować koszty liczone w tysiącach złotych. W przypadku nowoczesnych aut sama wymiana elementów wyposażonych w czujniki i systemy bezpieczeństwa okazuje się bardzo droga. Wielu użytkowników hulajnóg kompletnie nie zdaje sobie sprawy, że nawet niewielkie uszkodzenie nowego samochodu może oznaczać rachunek przekraczający kilka miesięcznych pensji.
Dlaczego temat ubezpieczenia hulajnóg staje się coraz ważniejszy
W Polsce nie istnieje obecnie obowiązek posiadania osobnego OC dla hulajnogi elektrycznej. To odróżnia ją od samochodów czy motocykli, gdzie odpowiedzialność cywilna jest obowiązkowa. Brak obowiązku nie oznacza jednak braku odpowiedzialności finansowej.
Jeżeli użytkownik hulajnogi spowoduje szkodę, odpowiada za nią własnym majątkiem. W praktyce oznacza to, że poszkodowany może dochodzić odszkodowania bezpośrednio od sprawcy. W przypadku poważniejszych zdarzeń kwoty bywają naprawdę wysokie, szczególnie gdy dochodzi do uszczerbku na zdrowiu.
Właśnie dlatego coraz większą rolę zaczyna odgrywać OC w życiu prywatnym. To rozwiązanie, które jeszcze kilka lat temu kojarzyło się głównie z zalaniem mieszkania sąsiada albo wybiciem szyby przez dziecko grające w piłkę. Dziś zakres takich polis coraz częściej obejmuje również szkody wyrządzone podczas jazdy hulajnogą elektryczną.
To interesująca zmiana, ponieważ pokazuje, jak rynek ubezpieczeniowy reaguje na społeczne trendy. Jeszcze niedawno hulajnogi praktycznie nie pojawiały się w OWU polis mieszkaniowych. Obecnie wiele firm ubezpieczeniowych zaczyna traktować je jako standardowy element codziennego życia klientów.
Kradzieże hulajnóg i nowy problem dużych miast
Drugim zjawiskiem, które mocno wpłynęło na rozwój ubezpieczeń związanych z hulajnogami, są kradzieże. W dużych miastach elektryczne hulajnogi stały się atrakcyjnym celem dla złodziei, głównie ze względu na wysoką wartość sprzętu oraz stosunkowo łatwą możliwość odsprzedaży.
Jeszcze kilka lat temu przeciętna hulajnoga kosztowała około tysiąca złotych. Dziś za bardziej zaawansowane modele trzeba zapłacić nawet kilkanaście tysięcy. W efekcie właściciele zaczęli traktować je bardziej jak rowery premium albo urządzenia elektroniczne niż zwykły środek transportu.
Co ciekawe, problemem nie są wyłącznie klasyczne kradzieże spod sklepu czy biura. Coraz częściej dochodzi również do uszkodzeń związanych z niewłaściwym ładowaniem baterii, przepięciami instalacji elektrycznej albo próbami samodzielnych napraw. Nowoczesne hulajnogi wykorzystują zaawansowane akumulatory litowo-jonowe, które — podobnie jak w samochodach elektrycznych — wymagają odpowiedniego użytkowania. Niewłaściwe obchodzenie się z baterią może prowadzić nie tylko do uszkodzenia sprzętu, ale nawet do pożaru.
Mikromobilność zmienia sposób myślenia o ubezpieczeniach
Jeszcze dekadę temu rynek ubezpieczeniowy był skoncentrowany głównie wokół samochodów, mieszkań i zdrowia. Dziś coraz większą rolę odgrywa mikromobilność, czyli wszystkie niewielkie środki transportu używane głównie w miastach. Hulajnogi elektryczne stały się symbolem tej zmiany.
To interesujące również z ekonomicznego punktu widzenia. Coraz więcej osób rezygnuje z posiadania samochodu na rzecz tańszych i bardziej elastycznych form przemieszczania się. Jednocześnie nie znika ryzyko szkód, wypadków czy odpowiedzialności cywilnej. Ono po prostu zmienia swoją formę.
W praktyce oznacza to, że ubezpieczenia komunikacyjne przestają dotyczyć wyłącznie klasycznych pojazdów mechanicznych. Granica między polisą mieszkaniową, OC prywatnym a ochroną komunikacyjną zaczyna się powoli zacierać. To kierunek, który prawdopodobnie będzie coraz bardziej widoczny w kolejnych latach, szczególnie wraz z rozwojem nowych form transportu miejskiego.
Hulajnoga elektryczna stała się więc czymś znacznie większym niż tylko modnym gadżetem. Dla branży ubezpieczeniowej jest symbolem nowej rzeczywistości, w której codzienne ryzyka zmieniają się szybciej niż przepisy i przyzwyczajenia użytkowników.
Jesteś ciekaw co dla Ciebie przygotowaliśmy? Sprawdź nas na Facebooku
